sigtuna

Spacer po jeziorze Mälaren, czyli zimowa Sigtuna

17:47

Choć luty to wybitnie nieturystyczny miesiąc w Szwecji, gdy koleżanka zapowiedziała się z wizytą na początek miesiąca, od razu wiedziałam, że wyskoczymy za miasto. Uwielbiam Sigtunę, ale dotąd bywałam tam tylko latem, więc wizyta tam zimą była nowością również dla mnie ;). Na szczęście w miasteczku było więcej śniegu niż w Sztokholmie (gdzie nie było go wcale :P), dzięki czemu nie było tak szaro i ponuro - a ja się przekonałam, że Sigtuna nawet zimą nadaje się na jednodniówkę ze stolicy.
Przedstawiałam już na blogu Sigtunę - najstarsze wciąż zamieszkałe szwedzkie miasteczko - z historycznego i turystycznego punktu widzenia. Dwa pierwsze wpisy - oba ukazujące Sigtunę w środku lata - znajdziecie tutaj. Dziś zatem nie będę się powtarzać z serią suchych faktów, ale pokażę Wam trochę zdjęć z naszego sobotniego wypadu :).
Po raz pierwszy zawitałam też do muzeum miejskiego (ostatnim razem zamknęli mi przed nosem), które poza sezonem jest darmowe. Wystawa jest niewielka, a spora część eksponatów została wypożyczona ze sztokholmskich muzeów, głównie z Historiska. Ot, fajne miejsce, by zajrzeć na 10-15 minut, rozgrzać się i dowiedzieć co nieco o historii Szwecji.
Punktem obowiązkowym są też ruiny średniowiecznych kościołów, które wyjątkowo fascynowały moją latynoską koleżankę: Czy wiesz, ile to ma lat? Kiedy to budowano, nas jeszcze nie odkryto, moja kultura w ogóle nie istniała! A ja, choć w Polsce średniowiecznych ruin też trochę mamy, jestem w zupełności w stanie zrozumieć jej entuzjazm. Więc zrobiłam jej drugie tyle zdjęć, co widokom okolicy ;)
Weszłyśmy też do XIII-wiecznego kościoła mariackiego, którym się już wcześniej zachwycałam :). Teraz wciąż jeszcze był on świątecznie udekorowany, choć w skandynawskim stylu dekoracje te były proste. Ot, choinka w rogu przy ołtarzu oraz niewielka szopka.
Jednak największa niespodzianka czekała na nas pod koniec wypadu. Po obiedzie wyszłyśmy na dwór i stwierdziłyśmy, że robi się coraz ciemniej i zimniej, więc już czas wracać do Sztokholmu. Wcześniej planowałyśmy jeszcze podejść do brzegu jeziora Mälaren, ale pod wpływem zimna skierowałyśmy się od razu na przystanek... a tam się okazało, że na autobus trzeba czekać prawie pół godziny. Pół godziny stania na mrozie nam się nie widziało, więc chcąc nie chcąc poszłyśmy w kierunku jeziora.
Po drodze widziałam, że mróz skuł brzegi jeziora, ale nie spodziewałam się, iż będzie to tak wyglądało. Jezioro było porządnie zamarznięte, a po lodzie spacerowali ludzie (ba, jeden pan nawet na wózku inwalidzkim wjechał!), biegały dzieci, parę osób jeździło na łyżwach... Nie było wyjścia, trzeba było zrobić to samo i też pospacerować po zamarzniętym Mälaren :). I choć przemarzłyśmy tam doszczętnie, to kurczę, warto było ;).

Podobne posty

0 komentarze

Kraje

anglia (3) austria (1) belgia (1) chorwacja (12) dania (1) ekwador (5) finlandia (7) grecja (1) holandia (1) kolumbia (22) litwa (2) luksemburg (1) malta (2) niemcy (2) norwegia (1) panama (13) polska (21) portugalia (1) rumunia (7) słowacja (1) szwecja (154) włochy (7) zea (4)

Instagram