alfabet emigracji

O jak Otwartość

06:45

[ "Obcy myślą, że jestem spokojna. Moi przyjaciele myślą, że jestem otwarta. Moi najlepsi przyjaciele wiedzą, że jestem kompletnie szalona." ]
Pamiętam samą siebie sprzed kilku lat, jeszcze przed Malmö. Cóż, pamiętam nawet początki mojego Erasmusa, kiedy mówiono mi, że jestem zimna jak Szwedzi, choć tak naprawdę nikt z nas jeszcze żadnego Szweda nie poznał. Kiedy ktoś podchodził, by mnie przytulić na powitanie, robiłam krok w tył z miną "dlaczego mnie dotykasz?". Próbowałam się odnaleźć w tym międzynarodowym środowisku i zdecydowanie nie przyszło mi to łatwo. Na szczęście spędzałam większość czasu z bardzo towarzyskimi ludźmi, którzy mieli na mnie ogromny wpływ - po tym zwykłam mówić, że wróciłam z Malmö kompletnie odmieniona i dużo bardziej otwarta. No ale potem się przeniosłam do Sztokholmu...
[ "Czuję się niekomfortowo nawet w swojej własnej strefie komfortu." ]
W Polsce nie miałam raczej problemów z zawieraniem znajomości. Może to dlatego, że zazwyczaj gadam jak najęta i to często przełamuje pierwsze lody. Ale żeby tak się zachowywać, muszę się przy kimś czuć komfortowo. Zawsze mi się wydawało, że to nie takie znowu trudne... a potem się przeprowadziłam do Szwecji. Kiedy teraz o tym myślę, to chyba chodzi o sposób tworzenia czegoś w stylu sieci znajomych. W Polsce to było proste, ciągle zdarzało mi się spotykać znajomych znajomych - część z nich spotykałam tylko raz i już więcej ich nie widziałam, ale niektórzy pojawili się w moim życiu na dłużej. I to było takie naturalne! Idziemy do baru i któraś z nas pisze SMSa: "Czy X może do nas dołączyć? Studiuje ze mną, lubi koreańskie kino i jest bardzo fajna". Nie ma sprawy, nie znam jej, ale kiedy przyjdzie, możemy pogadać. Wiem już przecież, że X lubi koreańskie kino, a ja nic o nim nie wiem, więc już mogę zadać kilka pytań, a rozmowa się dalej sama potoczy.
Albo idę gdzieś i po drodze spotykam przyjaciela spacerującego z jakimś kolegą. "Cześć, to jest Gabi, a to jest Y. Opowiadałem ci o nim! Byliśmy razem na obozie w górach, pamiętasz tę historię?" - jasne, choć dotąd cię nie spotkałam, Y, to sporo o tobie słyszałam i jestem pewna, że znajdziemy wspólne tematy.
Tak to normalnie wygląda. To zawsze było takie łatwe. O tym się nie myśli, to po prostu samo przychodzi. Ale w Szwecji...
[ "Proszę, bądź moją wymówką, bym nie musiała się gdzieś pojawić." ]
Czegoś mi tu brakuje, takiego jakiegoś "punktu startowego". Naprawdę zazdroszczę ludziom, którzy wyprowadzili się za granicę, mając już kogoś na miejscu, kto mógł ich wprowadzić w swoje środowisko. Ja przyjechałam do Sztokholmu, nie znając tu kompletnie nikogo. Jeden Kolumbijczyk siedział daleko w Umeå i w żaden sposób nie mogło mi to pomóc w zawieraniu znajomości na miejscu. Albo nawet to jeszcze utrudniało, bo przecież większość weekendów spędzaliśmy tylko we dwójkę.
Kiedy przyjechałam do Sztokholmu, moje kontakty ograniczały się do ludzi z pracy. Albo raczej - do grupy z AIESECa. Nie chcę na to narzekać, poznałam tam parę naprawdę świetnych osób, ale po prostu czułam, że tam nie pasowałam. Miałam wrażenie, że wiele osób traktuje staż z AIESEC tak jak ja traktowałam wcześniej Erasmusa - jako świetne, ale krótkie międzynarodowe doświadczenie. Jako że ja akurat szukałam w życiu jakiejś stabilizacji, no i epizod erasmusowy miałam już za sobą, naprawdę nie czułam się tam komfortowo. Do tego dołączyłam do grupy, gdzie wszyscy się znali, więc często siedziałam cały czas w kompletnej ciszy. Praca dla 2 (potem nawet 3) grup w biurze też nie pomagała, bo często podczas spotkań integracyjnych AIESCECa w pracy, ja akurat skupiałam całą swoją uwagę na Excelu przed sobą. Kiedy chciałam poznać kogoś lepiej i próbowałam się spotkać twarzą w twarz, w większości przypadków kończyło się na "Nie masz nic przeciwko, jeśli parę osób do nas dołączy?" i w efekcie siedziałam cicho, słuchając ludzi rozmawiających o pracy ;).
[ "Naprawdę wspaniale cię poznać, ale obecnie nie jestem dostępna na rynku nowych przyjaciół.]
Bądźmy szczerzy, praca nie jest najlepszym miejscem do zawierania przyjaźni. I nie mam tu na myśli tego, że w pracy nie spotkałam wspaniałych osób, bo oczywiście takie są. Ale właściwie większość z nich jest już po ślubie, ma dzieci, a po pracy chcą tylko wrócić do domu i spędzić trochę czasu z rodziną. Chociaż, zwłaszcza ostatnimi czasy, zawarłam sporo świetnych relacji z ludźmi z pracy, rozmawiamy naprawdę o wszystkim, ale świetnie zdaję sobie sprawę, że te relacje są ograniczone tylko do pracy. Nie uważam, że jest to dziwne, w Polsce lub gdziekolwiek indziej byłoby pewnie tak samo. Jestem po prostu wciąż na początku mojej drogi, najmłodsza we wszystkich grupach, na kompletnie innym etapie życia niż większość z nich.
Ale przy tym wszystkim... Podczas tego 1,5 roku w Szwecji spotkałam wspaniałych ludzi. A życie potoczyło się dalej. Większość z tych świetnych osób spotkanych podczas ostatniego 1,5 roku, większość osób, które liczyły się dla mnie w Szwecji, odeszła. Wyjechała. Zniknęła z mojego życia. Myśląc sobie o tym ostatnio, doszłam do wniosku, że to też mnie jakoś blokuje. Po co się zbliżać do ludzi, których za pół roku już i tak nie będę znała? A pożegnania zawsze bolą.
[ "Jesteś moją ulubioną osobą, z którą mogę być społecznie nieprzystosowana." ]
I tutaj pojawia się pytanie - jak to jest, że w Polsce nie mam problemów z byciem otwartą i rozmowną, a w Szwecji mam jakieś bariery? Myślałam o dołączeniu do jakichś meet-upów, ale szukanie znajomych on-line nie jest dla mnie. Albo raczej: może bym i na coś takiego poszła, ale już z kimś znajomym. Naprawdę nie lubię siedzieć gdzieś sama pośród kompletnie obcych osób, gdzie nie znam zupełnie nikogo. W takim momencie zapominam, jak to jest być rozmowną i otwartą i myślę tylko o tym, jak by tu stąd najszybciej zwiać ;). A pobyt w Szwecji wcale tu nie pomaga - Szwedzi są jeszcze mniej otwarci niż ja w takich chwilach :P. Byłam ostatnio na krótkiej wycieczce z T., którego poznałam jakiś czas temu na krótkiej trasie turystycznej po Sztokholmie. Chwilę porozmawialiśmy, utrzymywaliśmy jakiś kontakt przez Facebooka, no i zorganizowaliśmy potem ten wypad. Ale, oczywiście, T. nie jest stąd. Szczerze mówiąc, nawet nie potrafię sobie wyobrazić takiej sytuacji z udziałem Szwedów. Oni by pewnie również porozmawiali chwilę z tobą, ale to byłaby pierwsza i ostatnia rzecz, a potem już więcej byś ich nie zobaczył. Jest coś prawdziwego w artykule z The Local: "Szwecja spektakularnie zawodzi, jeśli chodzi o bycie dobrym miejscem na zawieranie nowych przyjaźni. W oparciu o wywiady z ponad 21.000 ekspatów w 39 krajach, naród ten uzyskał zaledwie 36 miejsce w kategorii "życie towarzyskie" i nędzne ostatnie miejsce za "zawieranie znajomości". "
Jakoś tak brakuje mi tej łatwości nawiązywania kontaktów tak jak w Polsce. Że możesz sobie tak po prostu z kimś porozmawiać, a po miłej pogawędce najzwyczajniej w świecie wymienić się kontaktami na Facebooku, numerem telefonu czy czymkolwiek. A potem po prostu utrzymać kontakt.
[ "Są dwa rodzaje szczerych ludzi na świecie: małe dzieci i pijani." ]
Więc dotarłam już do litery O w moim Alfabecie emigracji :) A tutaj możecie też znaleźć wpisy innych blogerek:
- Gone to Texas: O jak Ozarka
- Obserwatore: O for Otwarcie granic

Podobne posty

4 komentarze

  1. Dopiero co tutaj trafiłam, ale właśnie rozglądam się z zaciekawieniem i przyznam, że coraz bardziej mi się podoba :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę i z przyjemnością zapraszam ponownie! ;)

      Usuń
  2. Muszę nadrobić zaległości w tym alfabecie, wczytuję się głęboko!

    OdpowiedzUsuń

Kraje

anglia (3) austria (1) belgia (1) chorwacja (12) dania (1) ekwador (5) finlandia (6) grecja (1) holandia (1) kolumbia (22) litwa (2) luksemburg (1) malta (2) niemcy (2) norwegia (1) panama (13) polska (17) portugalia (1) rumunia (7) słowacja (1) szwecja (143) włochy (7) zea (4)

Instagram