street art

Migawki z Dubaju

08:15

Mój pobyt w Dubaju był krótki i w dużej mierze zorganizowany. Ma to swoje plusy i minusy, a głównym minusem był fakt, że czasu wolnego mieliśmy jak na lekarstwo ;). W efekcie nie oddalałam się zbytnio od hotelu (poza tym jednym razem, gdy dłuższe wolne wykorzystałam na wypad do Dubai Aquarium) i mogłam nieco lepiej poznać turystyczną dzielnicę. Można, oczywiście, zapytać, co też jest tu od poznawania i odkrywania. Wbrew pozorom - dużo. Bo Dubaj na turystach zarabia ogromne pieniądze, więc trzeba zadbać o to, by obszar, gdzie ci turyści się zatrzymują i spędzają sporo czasu, był dla nich jak najbardziej atrakcyjny.
Cały ten obszar to Dubai Marina, założony w 2003 roku na wybrzeżu Zatoki Perskiej i wciąż rozbudowywany. Składa się głównie z wieżowców - hoteli i budynków mieszkalnych, a także centrów handlowych, restauracji i innych niezbędnych atrakcji ;). "Nasz" hotel szczycił się położeniem przy plaży i widokiem na Zatokę. Już niedługo, bo między hotelem a plażą obecnie znajduje się plac budowy. Czyli pewnie za rok z okien będzie tu widok tylko na kolejny wieżowiec... ;)
Bo jakkolwiek abstrakcyjnie to wygląda, wieżowce na Marinie faktycznie wyrastają tuż przy samej plaży. Wolna przestrzeń nie może się marnować ;). Luty to idealny czas na zwiedzanie Dubaju, może jeszcze nie tak idealny na plażowanie. Temperatura powietrza to jakieś 20 stopni w cieniu, na nagrzanej słońcem plaży jeszcze można poleżeć, ale żeby wejść do wody... Może jednak jeszcze nie ;). Na leżenie jednak nie było czasu, więc po prostu zdecydowałam się na krótki spacer wybrzeżem, by nacieszyć się słońcem i ciepłym piaskiem :) No i zbieraniem muszelek - nigdy w życiu nie widziałam takiego ich wysypu, co na plażach Zatoki Perskiej!
Co natychmiast przyciągnęło moją uwagę na wybrzeżu, to wielbłądy. Widocznie jest to niemała atrakcja turystyczna, bo nie minęło 5 minut, gdy wielbłądy położyły się na piasku, a już znaleźli się chętni na przejażdżkę :). A tak przy okazji, zwróćcie uwagę na budynki w tle na pierwszym zdjęciu poniżej. Znajdują się one na Palmie Jumeirah - zespole sztucznie utworzonych na kształt palmy wysp. Ten w kolorze piaskowca i o kształcie jakiegoś arabskiego pałacu to hotel Atlantis, położony na samym czubku palmy. Jeszcze do niego wrócę pod koniec wpisu ;).
Ale skoro nie dane mi było zbyt długo nacieszyć się plażą, wróćmy więc jeszcze na Marinę. To, co mnie zdecydowanie tam zachwyciło, to przepiękne murale. Uwielbiam sztukę uliczną i co nieco mogliście już zobaczyć na blogu pod etykietą street art. Zazwyczaj fajne murale przewijają się pojedynczo w różnych miejscach. W Dubaju jednak było ich pełno. Każde schody, przejścia między budynkami, wszystko było pięknie zdobione. I nie mam tu na myśli byle jakich graffiti, ale prawdziwe, piękne malunki. Zresztą... sami zobaczcie! :)
Oprócz murali, mamy też sporo rzeźb i fontann. Ma być na bogato i niewątpliwie tak jest ;). 
Podczas jednego z wieczorów miałam trochę czasu wolnego przed kolacją, tak ustawionego, że mogłam wybrać się obejrzeć zachód słońca (a potem biegiem wracać na miejsce zbiórki ;) ). Wieczorem nie było już tak ciepło, sweter był koniecznością, a nawet trochę żałowałam, że nie założyłam też cienkiej kurtki. 
Ze względu na potrzebę jak najlepszego zagospodarowania przestrzeni, nie ma płynnego przejścia plaży w część miejską. W pewnym momencie plaża po prostu się ucina, a zaczynają chodniki, ulice, sklepy i wieżowce. A w Dubaju wszystko przecież musi być na swoim miejscu... ;) Rodzi to czasem tak absurdalne sytuacje jak ta, która przytrafiła nam się, gdy opuszczaliśmy plażę. Usiedliśmy na murku przy chodniku biegnącym w kierunku plaży, by otrzepać stopy z piasku i założyć z powrotem buty. Nie zdążyliśmy się oddalić nawet na parę kroków od tego miejsca, gdy już przybiegł pan z miotełką, by posprzątać naniesiony przez nas piasek z chodnika... Kto by pomyślał, że nawet na takie usługi jak zamiatanie piasku przy plaży jest zapotrzebowanie? ;)
Pamiętacie jeszcze budynek hotelu Atlantis, na który zwracałam uwagę przy zdjęciu z wielbłądami? Niestety, nie dane mi było zobaczyć go z bliska... od zewnątrz. Podjechaliśmy do wejścia już po zmroku i warunków do robienia zdjęć z okien busa nie było zupełnie. Mogłam sobie tylko wyobrazić jak powalający musi być cały kompleks na podstawie widoku budynku z plaży oraz... znajdujących się w środku miniatur.
Hotel otwarto w 2008 roku i udekorowano w stylu zaginionej Atlantydy. Krótko mówiąc, wszędzie pełno dekoracji przedstawiających muszle i zwierzątka morskie. Wszystko, naturalnie, poprzeplatane tradycyjnymi arabskimi ornamentami. W hotelu znajduje się także akwarium, do którego nie mieliśmy wstępu (jakby nie patrzeć, nie byliśmy gośćmi hotelowymi ;) ), a cały kompleks obejmuje też park wodny.
Nie wiem, jak to wygląda z możliwością zajrzenia do hotelu ot tak, turystycznie. My mieliśmy zabukowaną kolację w jednej z restauracji, więc choć na początku zaprowadzili nas na miejsce i kazali się nie rozdzielać, to już w drodze powrotnej mogliśmy na spokojnie pozwiedzać. Pod warunkiem, że nie zbaczaliśmy z drogi do wyjścia, oczywiście :P.  Ale tak sobie myślę, że fajnie byłoby kiedyś móc się zatrzymać w takim hotelu... pewnie w kolejnym życiu :P

Podobne posty

0 komentarze

Kraje

anglia (3) austria (2) belgia (1) chorwacja (12) czarnogóra (2) dania (1) ekwador (5) finlandia (7) grecja (1) holandia (1) kolumbia (22) litwa (2) luksemburg (1) malta (2) niemcy (2) norwegia (1) panama (13) polska (22) portugalia (1) rumunia (7) słowacja (1) szwecja (168) włochy (7) zea (4)

Instagram