gdzie jeść i pić

Svartklubben - jedzenie w ciemności

18:29

Miałam w tym tygodniu przyjemność zajrzenia do jednej z chyba najciekawszych restauracji w Sztokholmie. Mieliśmy w pracy konferencję, która - jak to zwykle bywa - miała zakończyć się integracyjną kolacją. Często integracja kojarzy się z dużą ilością alkoholu, ale na szczęście nie u nas. My myśleliśmy bardziej o połączeniu kolacji z doświadczeniem czegoś nowego, zaskoczeniem osób przybyłych do Sztokholmu na spotkanie. Wybór padł na Svartklubben - niewielką restaurację położoną przy Södermannagatan 27 na Södermalmie, która oferuje kolację... w zupełnej ciemności. Zresztą, jak możecie zobaczyć na poniższym zdjęciu, okna są całkiem nieźle zaciemnione ;)
A jak to wszystko wygląda?
Weszliśmy wszyscy najpierw do niewielkiego pomieszczenia, służącego za bar i kasę. Obok była toaleta i kuchnia - całość normalnie oświetlona i prowadzona przez osoby widzące. Dlaczego to podkreślam? Bo Svartklubben słynie też z tego, że pracujący tam kelnerzy są niewidomi. Słyszałam już o restauracjach w ciemności w kilku miejscach, ale zawsze obsługa była tam wyposażona w noktowizory. W Sztokholmie jest jednak inaczej... i tworzy to naprawdę niesamowitą atmosferę :).
Ale wróćmy jeszcze do wejścia. W pierwszym pomieszczeniu zostawiliśmy też kurtki i zostaliśmy powitani kieliszkiem prosecco. Kto chciał, mógł wtedy skorzystać z toalety, bo później było to nieco utrudnione... ;). Gdy byliśmy już gotowi do wejścia, podszedł do nas jeden z kelnerów i zaczął wprowadzać nas na salę trójkami. Najpierw weszliśmy do niewielkiego przechodniego korytarza, a gdy zamknęły się za nami drzwi, znaleźliśmy się w kompletnej ciemności. Kelner zapytał nas o nasze imiona, powtórzył je kilka razy, po czym kazał wziąć się za ręce i podążyć za nim. On szedł szybko i pewnie, a my - próbując za nim nadążyć - co rusz obijaliśmy się o krzesła i stoły. W końcu zatrzymał się przy końcu sali i zaczął nas usadzać. Poczułam, że opiera moje dłonie na poręczy krzesła i polecił na nim usiąść. Po dłuższej chwili, również w trzyosobowych grupkach, dołączyła do nas reszta osób. Nie mając już oczu do dyspozycji, zaczęliśmy skupiać się na słuchu i dotyku. Po głosie szło rozpoznać, jak zostaliśmy usadzeni, a po dotyku - co znajduje się na stole. Krótko mówiąc, większość z nas po omacku wpakowała ręce w starter :P. Kelner powiedział, że koło każdego talerza stoi szklanka oraz butelka z wodą, a gdzieś na stole znajduje się otwieracz do butelek. Powodzenia! ;) Wbrew pozorom jednak otworzenie butelki i przelanie wody do szklanki na czuja nie było takie trudne. Za to, kiedy przyszła kolej jedzenia...
Próba posługiwania się nożem i widelcem, gdy nie mogliśmy zobaczyć, czy w ogóle coś nabieramy na ten widelec, była dość śmieszna ;). Choć nie zliczę, ile razy podniosłam do ust pusty widelec... No i nigdy nie wiadomo, kiedy skończyło się jedzenie - w końcu może coś jeszcze jest na talerzu, tylko po prostu ja nie potrafię w to trafić? I ciekawe było zgadywanie, co mamy na talerzu - całkiem nieźle nam poszło, choć nasze precyzyjne zgadywanie ograniczało się do komentarzy w stylu: to ser czy to biała ryba. Pomiędzy obiadem a deserem była dłuższa przerwa, którą urozmaicił występ dwóch kelnerów, którzy grali i śpiewali, a także opowiadali różne historie - niektóre zabawne, niektóre poruszające. Biorąc pod uwagę, że na sali było wielu obcokrajowców tego wieczoru, część występu była w języku angielskim. Jednak przydała się choć podstawowa znajomość szwedzkiego, bo zdarzało się, że część szwedzka była nie tyle dosłownym tłumaczeniem części angielskiej, co raczej własną opowieścią, wzbogaconą licznymi komentarzami i żartami. Faceci mają świetne głosy, cudowne podejście do życia, mimo (a może właśnie w efekcie) choroby, która pozbawiła ich wzroku. I do tego mają niesamowitą pamięć! Dziękując gościom, wymienili nas wszystkich po imieniu - po kolei, dokładnie tak jak siedzieliśmy. Każdy stolik oddzielnie. Na mnie wywarło to ogromne wrażenie, bo ja zazwyczaj nie pamiętam imion większości nowo poznanych osób w pół minuty po tym, jak mi się przedstawią... :P 
Po deserze panowie zaserwowali nam drugi set muzyczny, połączony z historią ich choroby. Niestety, ta część była tylko po szwedzku - na początku wyłapywałam dość sporo, ale próby słuchania ze zrozumieniem były jednak zbyt męczące. Uwzględnijmy przy tym kilka kieliszków wina, późną godzinę i całkowitą ciemność... Podobno nie tylko mi zaczynały się kleić oczy ;). A że nie robiło żadnej różnicy, czy miałam oczy otwarte czy zamknięte - zawsze widziałam tyle samo (czyli nic), więc dla relaksu często trzymałam je zamknięte. Nic więc dziwnego, że kiedy ostatni występ dobiegł końca, postanowiliśmy się wszyscy zebrać i odetchnąć świeżym powietrzem. Wyszło się na dwór i ta noc była nagle taaaaka jasna ;).
[ Źródło ]
Svartklubben na swoim Facebooku podsumował potem nasz wieczór, znów wymieniając wszystkich gości po imieniu. Fajna promocja, tak sobie myślę, w końcu sporo gości kliknie w lubię to i sprawi, że ich znajomi zobaczą na swojej tablicy fanpage restauracji.

A jak to się kształtuje cenowo?
Cóż, nie oszukujmy się. Svartklubben serwuje dobre jedzenie, do tego znajduje się w bardzo dobrej lokalizacji. Już samo to nieźle podbiłoby cenę. A tutaj przecież płacimy jeszcze za doświadczenie, możliwość jedzenia w kompletnej ciemności i występy artystyczne na żywo. Restauracja oferuje trzy główne pakiety kolacji:
- Enrättersmeny (545 SEK / 246 zł) - sam prosty obiad, możliwość kupna napojów w barze za dodatkową opłatą.
- Trerättersmeny (745 SEK / 337 zł) - trzydaniowy obiad, czyli starter, danie główne i deser. Możliwość kupna napojów jak wyżej.
- Trerättersmeny Deluxe (1045 SEK / 472 zł) - trzydaniowy obiad plus napoje, czyli drink na powitanie, wino lub piwo do obiadu i kawa do deseru.
Ceny są takie, że zdecydowanie nie jest to restauracja pt. wyskoczmy gdzieś dziś na kolację. To bardziej coś na specjalne okazje, możliwość spędzenia wieczoru w niezwyczajny sposób. Z ciekawości zerknęłam na stronę podobnej restauracji w Warszawie (Dine in the Dark) i tam cena za obiad w ciemności przy muzyce na żywo wynosi 175 zł. Owszem, tanio nie jest... ale myślę, że jeśli będziecie szukali miejsca na jakąś specjalną okazję, to restauracja w kompletnej ciemności jest bardzo ciekawym pomysłem. Bo to naprawdę wyjątkowe doświadczenie ;).

Podobne posty

0 komentarze

Kraje

anglia (3) austria (2) belgia (1) chorwacja (12) czarnogóra (2) dania (1) ekwador (5) finlandia (7) grecja (1) holandia (1) kolumbia (22) litwa (2) luksemburg (1) malta (2) niemcy (2) norwegia (1) panama (13) polska (22) portugalia (1) rumunia (7) słowacja (1) szwecja (168) włochy (7) zea (4)

Instagram