norwegia

Jesienny Park Vigelanda

20:43

Nie przepadam za wyjazdami jesienią. Pogoda to loteria jeszcze większa niż zazwyczaj, dni są krótkie i szare - nie ma już letniego słońca ani jeszcze śnieżnej bieli, by rozjaśnić otoczenie. Do tego to taki nijaki okres, jeszcze się pamięta letnie wakacje, już czeka się na przerwę świąteczną... a z tą codzienną szarością jakoś trzeba sobie radzić. Ale jesień, nawet ta zimna i bez słońca, ma swoją jedną wielką zaletę - liście w najpiękniejszych odcieniach. I to mi wystarczy, by w podwójnym polarze i kurtce mierzyć się z pogodą w różnych miejsca - ot, gdzie mnie akurat wywieje. I tak pewnego październikowego dnia parę lat temu wywiało mnie akurat do norweskiej stolicy ;).
Wiele nie widziałam - gdybym miała krótko podsumować Oslo, stwierdziłabym, że było zimne, szare i drogie ;). Ale jedno miejsce skradło moje serce i myślę, że w żadnym innym miesiącu nie wygląda ono tak pięknie jak w październiku. To położony nie tak daleko od centrum Park Vigelanda (Vigelandsanlegget), stanowiący część większego obszaru zwanego Frognerparken.
Jestem pewna, że niezależnie od pory roku, park ten jest pełen turystów - w końcu to jedna z głównych atrakcji turystycznych Norwegii. Podobno także to największy na świecie park rzeźb - obejmuje on obszar o wielkości 80 akrów, a w jego skład wchodzi ponad 200 rzeźb. Co ciekawe, wszystkie wyszły spod ręki jednego rzeźbiarze: Gustawa Vigelanda, od którego nazwiska park wziął swoją nazwę. Ale jeśli będziecie mieć możliwość zajrzenia tam jesienią, gorąco polecam. Kolorowe liście tworzą niesamowity klimat :)
Park Vigelanda to niewątpliwie dzieło życia rzeźbiarza. Nie tylko stworzył on wszystkie rzeźby (z brązu, granitu i kutego żelaza), ale także zaprojektował cały układ parku. Pierwsza jego część została udostępniona zwiedzającym w 1940 roku, zaledwie 3 lata przed śmiercią rzeźbiarza, jednak nad niektórymi ze swych dzieł Vigeland pracował nawet kilkadziesiąt lat.
Chyba najpopularniejszą rzeźbą w parku jest ta po lewej na powyższym zdjęciu - to Sinnataggen, rozzłoszczony chłopiec. Zaprojektowana została już w 1928 r., ale musiała czekać aż 12 lat na powstanie. Nawet przy nijakiej pogodzie otaczały ją tłumy ludzi, co jestem w stanie zrozumieć, gdyż sama uznałam Sinnataggen za jedną z najciekawszych rzeźb w tym parku. Podobno chłopiec kilkukrotnie padał ofiarą wandali, a nawet raz go ukradziono, na szczęście jednak wrócił na swoje miejsce.
Centralną część parku stanowi wysoki na ponad 17 metrów Monolit wyrzeźbiony, jak sama nazwa wskazuje, w zaledwie jednej granitowej skale. Jeśli przyjrzymy się bliżej, zauważymy, że tworzy go 121 postaci ludzkich, a sugerowana interpretacja mówi o tęsknocie człowieka za tym, co duchowe i boskie. W końcu nieprzypadkowo rzeźbę ustawiono w najwyższym miejscu w parku :)
Park Vigelanda otwarty jest dla turystów przez cały rok i trochę marzy mi się zobaczenie go też zimą, w śniegu. Ale tylko trochę i raczej nie na tyle, by się wybierać kiedyś w zimie do Norwegii ;). Jednak to miejsce trzeba po prostu odwiedzić - nawet jeśli co niektóre rzeźby znalazły się na liście najbrzydszych rzeźb świata ;). Mi osobiście bardzo przypadły do gustu - w końcu kto powiedział, że trzeba rzeźbić tylko pięknych ludzi? ;)
Ale to zdecydowanie wyjątkowe miejsce. Byliście już tam? A może właśnie też zabłądziliście tam jesienią? ;)

Podobne posty

0 komentarze

Kraje

anglia (3) austria (1) belgia (1) chorwacja (12) dania (1) ekwador (5) finlandia (7) grecja (1) holandia (1) kolumbia (22) litwa (2) luksemburg (1) malta (2) niemcy (2) norwegia (1) panama (13) polska (21) portugalia (1) rumunia (7) słowacja (1) szwecja (154) włochy (7) zea (4)

Instagram