Advertisement

Main Ad

Ta, którą nigdy nie byłam

Zdecydowałam się nie iść punkt po punkcie z wyzwaniem Szwecjobloga. Mocno wierząc, że za kilka miesięcy będę w stanie poradzić sobie z książką dla dzieci w oryginale, po szwedzku, odłożyłam ten punkt na koniec mojej listy. Ale przez to musiałam rozejrzeć się za inną książką szwedzkiego autora, a nie mając nic konkretnego na myśli, zaczęłam googlać "szwedzką literaturę". Wystarczyło mi szybkie spojrzenie na streszczenie, by wiedzieć, że "Ta, którą nigdy nie byłam" Majgull Axelsson będzie następną książką, po którą sięgnę.
[ Stacja metra Brommaplan - na Brommie główna bohaterka mieszkała razem ze swoim mężem. ]
Streszczenie - jak każde inne streszczenie - było krótkie i nie mówiło za dużo o książce. Ale jednak wystarczyło. "Kiedy Mary zasypia, ze snu budzi się Marie [...]. Mąż MaryMarie [...] ma strzaskany kręgosłup, już zawsze będzie przykuty do wózka. Mary zamierza zabrać męża do domu i otoczyć opieką, Marie chce go odłączyć od respiratora." ( * ) Więc co my tutaj mamy? Rozdwojenie jaźni, gdzie jedna "osoba" (Marie) jest tą dobrą, a druga (Mary) tą złą. Mamy tu też sparaliżowanego męża, który tak właściwie stał się osobą niepełnosprawną w następstwie wizyty u prostytutki. Niepełnoletniej prostytutki, będąc precyzyjną. Wszystko to wyczytałam z opisu książki i uznałam, że musi być ona bardzo interesująca ;).
Rosenbad - siedziba rządu. MaryMarie nazywała go "pałacem Króla Wzgórza". ]
Wystarczy przeczytać kilka pierwszych stron książki, by mieć jasny obraz całej sytuacji. Bo ideą "Tej, którą nigdy nie byłam" nie jest próba odgadnięcia, czy MaryMarie (tak nazywali ją przyjaciele, bo sama nie była pewna, czy jest Mary czy Marie) zabiła swego męża czy też nie. Odpowiedź mamy podaną na tacy od samego początku. Axelsson raczej próbuje wejść MaryMarie w głowę i wytłumaczyć, dlaczego w ogóle myśl o wyłączeniu respiratora w tej głowie zaświtała. Dlaczego, patrząc na sparaliżowanego męża, jej dwie osobowości kłóciły się między sobą: "Kocham go" i "Nienawidzę go". A żeby to wszystko dobrze zrozumieć, musimy zajrzeć w przeszłość MaryMarie.
[ Arlanda - jako członek rządu, MaryMarie bywała częstym gościem na sztokholmskim lotnisku. ]
Przeszłość i teraźniejszość. Pierwsza i trzecia osoba liczby pojedynczej. Axelsson miesza to wszystko w świetny sposób. Teraźniejszość należy do Marie - widzimy świat jej oczami. Od samego początku Marie staje się tą osobowością najbliższą czytelnikowi. Jest tu i teraz, opowiadając historię ze swej własnej perspektywy: "Myślę", "Robię"... Ale kiedy Marie zamyka oczy, zasypia i pozwala obudzić się Mary. A ona jest przeszłością, kompletnie inną osobowością. To nastolatka przyjeżdżająca do Sztokholmu i poznająca nowych przyjaciół, tworząc z nimi zgraną paczkę. To młoda kobieta, przeżywająca pierwszą miłość i rozpoczynająca karierę dziennikarską. To żona i minister nowego szwedzkiego rządu. Krok po kroku, strona po stronie, towarzyszymy Mary w jej życiu - zarówno w jej świeżym małżeństwie, jak i w rozwijającej się karierze. Zaczynamy rozumieć jej problemy i dylematy, lęki i nadzieje. I zaczynamy się zastanawiać, co właściwie sami zrobilibyśmy na jej miejscu.
[ Sergels Torg, Ratusz oraz Zamek Królewski - te 3 miejsca były przedstawione na pocztówkach, które Mary wysłała rodzicom ze Sztokholmu. Zapewne jednak pocztówki w tamtych czasach wyglądały nieco inaczej ;) ]
Kiedy zaczęłam lekturę, cały czas gubiłam się w fabule. Najpierw śledzimy losy Marie w jej nowym życiu, potem Mary, próbując zrozumieć jej przeszłość. Z tym wszystkim czasem lądujemy gdzieś pośrodku, z MaryMarie tuż po wypadku jej męża. Kiedy w końcu zaczynałam rozumieć dany wątek, następna strona przenosiła mnie do zupełnie innej historii. Na początku wydawało mi się to okropnym bałaganem, po chwili jednak polubiłam ten styl pisania. "Ta, którą nigdy nie byłam" jest pełna zwrotów akcji i nieprzewidzianych sytuacji. To jedna z tych historii, które nie pozwalają zasnąć do późna, bo wciąż nas ciekawi, co stanie się dalej ;). Jedyny problem, który się pojawił, to gdzie umieścić tę książkę w wyzwaniu Szwecjobloga i w końcu skończyła jako coś, co "ma więcej niż 250 stron" (polskie wydanie liczy 448 stron ;) ). I jestem pewna, że nie jest to ostatnia książka Axelsson, po jaką sięgnę :).

Prześlij komentarz

2 Komentarze

  1. Świetna recenzja - miałam podobne uczucia podczas czytania, najpierw ciężko mi było się skupić i podążać za tą specyficzną narracją, ale potem od razu ją "kupiłam". Polecam Axelsson bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :) Już z rozpędu zaczęłam czytać "Kwietniową czarownicę" ;)

      Usuń