alfabet emigracji

P jak Polacy za granicą

12:36

[ "Polacy, wszędzie Polacy!" ]
Krąży taka popularna opinia, która głosi, że jeśli inny Polak ci nie zaszkodził za granicą, to już ci pomógł. Albo nawet: "Boże, chroń mnie przed Polakami, z całą resztą poradzę sobie sam". I wiecie co? Zupełnie się z tym nie zgadzam!
Zarówno wcześniej w Malmö, jak i później w Sztokholmie spotkałam wielu Polaków. W Malmö było to bardzo naturalne, bo wszyscy byliśmy zagranicznymi studentami i na samym początku większość z nas tworzyła grupki w oparciu o kraj pochodzenia. Niektóre z poznanych tam osób są wciąż moimi dobrymi znajomymi, do dzisiaj pozostajemy w kontakcie, pomimo upływu ponad 5 lat. Ale wiele razy słyszałam, że wymiana studencka to jedno, a w dorosłym życiu wszystko będzie wyglądało kompletnie inaczej. Więc nie ukrywam, mocno się stresowałam, wyjeżdżając do Sztokholmu z przekonaniem, że przyjdzie mi tam zostać na nieco dłużej.
[ "Powinnaś poznać moich polskich znajomych" - Źródło: Na emigracji ]
Wbrew pozorom, nie jest zbyt trudno spotkać innych Polaków za granicą (no dobra, zapewne zależy to od miejsca zamieszkania, ale w Sztokholmie przychodzi to bardzo łatwo). Można być pewnym, że bardzo szybko w nowym środowisku ktoś nas zapyta, skąd pochodzimy. A słysząc odpowiedź, że z Polski... W Szwecji spotykam się zazwyczaj z 3 reakcjami:
1. Holandia? (wersja dla tych, którzy nie czyszczą dobrze uszu)
2. Och, miałem opiekunkę do dziecka / sprzątaczkę / hydraulika / itp. z Polski! Jesteście bardzo pracowitym narodem!
I 3 - najbardziej związane z omawianym tu tematem: Musisz poznać mojego polskiego znajomego.
Nigdy do końca nie zrozumiem, dlaczego niektórzy uważają, iż pochodzenie z tego samego kraju sprawi, że dwie osoby natychmiast się ze sobą zaprzyjaźnią. Nie mówię, oczywiście, że jest to niemożliwe, po prostu dotąd nie miałam z tym najlepszych doświadczeń. Głównie dlatego, że nie miałam z tymi ludźmi nic wspólnego poza krajem pochodzenia. I mimo wszystko, to nie wystarczy. "Dołącz do nas, będzie tam jeszcze jedna osoba z Polski, więc będziecie mogli sobie porozmawiać" zazwyczaj kończy się tym, że obydwoje rozmawiamy po angielsku z kimś innym, z kim po prostu mamy więcej wspólnych tematów.
[ "Prawie 7 miliardów ludzi na świecie a ja potrafię tolerować co najwyżej 10." ]
Z drugiej strony, poznałam wielu naprawdę sympatycznych Polaków w Szwecji. Część z nich również dzięki temu "X jest Polką i może się do nas przyłączyć", ale nie dlatego, że oni wszyscy pochodzili z Polski, ale raczej przez to, że osoba przedstawiająca nas sobie już wiedziała, iż będziemy mieć coś wspólnego ze sobą. Tak było na przykład z autorką bloga Yoga in Stockholm, z którą spotkałam się, bo czytałyśmy nawzajem swoje blogi, a następnie ona przedstawiła mnie swojej polskiej koleżance.
Albo pewnego dnia w Umeå... Siedzieliśmy w restauracji z jednym Kolumbijczykiem w t-shircie z polskim orłem i nagle młoda kelnerka zagadała nas... po polsku. Słowo po słowie powiedziała, że jej polska koleżanka robi parapetówkę tego wieczoru, dała mi na siebie namiaru - facebook i telefon... i zaprosiła nas na imprezę. Spędziliśmy wspaniały wieczór z grupą (głównie) Polaków i Szwedów, a potem dostawałam jeszcze wiadomości w stylu "mamy imprezę w ten weekend, wpadaj" - niestety, mieszkałam w Sztokholmie a Kolumbijczyk nie lubił, gdy przyjeżdżałam do Umeå, więc po kilku miesiącach kontakt z tymi ludźmi zanikł Ale mimo wszystko, takie spontaniczne poznawanie ludzi było niesamowite :).
Z mojego punktu widzenia chyba ułatwia mi życie fakt, że nie mam realnej potrzeby spędzania czasu z Polakami. Chcę spędzać czas z ludźmi, których lubię i z którymi się dobrze czuję. Jeśli do tego są Polakami, to bardzo fajnie. Ale jeśli nie są - naprawdę nie przeszkadza mi rozmawianie ze znajomymi po angielsku i jestem pewna, że nie będzie przeszkodą w zawarciu wartościowej relacji fakt, że nie mówimy tym samym językiem i nie dzielimy tej samej kultury.
Wiele osób również narzeka, że starali się tak bardzo, by pomóc rodakom za granicą i doświadczyli tylko niewdzięczności. Ja osobiście podejmuję wszelkie starania, żeby pomóc tym, którzy są dla mnie ważni - rodzinie, przyjaciołom, itp. Oczywiście nie oznacza to, że nie pomogłabym też innym. Jeśli ktoś potrzebuje mojej pomocy i jestem w stanie jej udzielić, zrobię to z przyjemnością - nieważne, czy dana osoba jest Polakiem, Niemcem, Amerykaninem czy jakiejkolwiek innej narodowości. I nie oczekuję nic w zamian poza zwykłym "dziękuję", które zawsze było mi dane usłyszeć :). Ale jeśli jednak coś stoi na przeszkodzie, to przykro mi, nie widzę powodu, dla którego miałabym robić coś np. wbrew sobie dla nieznajomego, tylko ze względu na pochodzenie z tego samego kraju. Albo gdyby ktoś mi powiedział "Musisz mi pomóc, bo też jesteś Polką", odpowiedziałabym raczej "To raczej nie mój problem, jeśli ktoś tu coś musi, to tylko ty - poradzić sobie z tym".
Może nie brzmi to najlepiej, ale po przemieszkaniu łącznie ok. 2 lat w Szwecji, NIGDY nie miałam złych doświadczeń z Polakami za granicą, choć spotkałam wielu. Po prostu otwieram się dla tych, których chcę mieć w swoich życiu, a zamykam drzwi przed tymi, którzy niosą tylko negatywne emocje. Opieram się na jednej prostej zasadzie: za granicą trzymam się z takimi osobami, z którymi trzymałabym się też, jeśli poznałabym ich w Polsce. Nie mogłabym funkcjonować w ten sposób: "W Polsce nie potrafiłabym znieść cię przez jeden wieczór, ale tutaj musimy trzymać się razem, bo obydwoje jesteśmy Polakami za granicą" - nie! I wiecie co? W efekcie wciąż wierzę, że spotkanie Polaka za granicą to świetne doświadczenie ;).
Po przerwie świątecznej, ten post jest kolejną częścią Alfabetu Emigracji. Inne blogerki pisały już na literę P:
- Gone to Texas: P jak Pol-Tex
- C'est la vie: P jak Polska

Podobne posty

0 komentarze

Kraje

anglia (3) austria (1) belgia (1) chorwacja (12) dania (1) ekwador (5) finlandia (7) grecja (1) holandia (1) kolumbia (22) litwa (2) luksemburg (1) malta (2) niemcy (2) norwegia (1) panama (13) polska (21) portugalia (1) rumunia (7) słowacja (1) szwecja (155) włochy (7) zea (4)

Instagram