sztokholm

W domu motyli

19:54

Już od dłuższego czasu chciałam odwiedzić Dom Motyli (Fjärilshuset) w Sztokholmie, ale jakoś ciągle było mi nie po drodze. Na pewno cena biletu wstępu (145 koron) była jednym z czynników, zwłaszcza, że i tak już widziałam coś podobnego w Wiedniu. Ale jednak lubię motyle i w pewien szary dzień, gdy akurat moi rodzice byli tutaj, wizyta w ciepłym miejscu wyglądała w sumie na całkiem niezły pomysł ;).
Dom motyli reklamuje się jako las deszczowy w Sztokholmie i dokładnie to zobaczyłam zaraz po wejściu. Albo raczej: nie zobaczyłam właściwie nic, bo moje okulary natychmiast pokryły się parą i to samo przytrafiło się obiektywowi w aparacie ;). Temperatura w środku wynosi stale ok. 25 stopni, a wilgotność jest wręcz powalająca.
Strona internetowa informuje: "W ciągu roku mieszka tu kilka tysięcy motyli, a podczas każdej wizyty możesz tu zobaczyć przynajmniej 700 różnych gatunków motyli.", co brzmiało naprawdę zachęcająco. Niestety, trudno było uwierzyć w to zdanie, bo jakoś wcale nie było tam tak wielu motyli. Czasem ciężko było w ogóle jakiegoś zauważyć (poza "miejscami karmienia"), co było tak odmienne od tego, co pamiętałam z Wiednia, gdzie motyle były właściwie wszędzie...
Ale przynajmniej te siedzące na kwiatach spokojnie pozowały mi do zdjęcia :). Muszę przyznać, że byłam negatywnie zaskoczona faktem, że właściwie nikt nie pilnował tego, co działo się w środku. Dzieciaki próbowały łapać albo chociaż dotknąć motyle, a ich opiekunowie śmiali się i robili zdjęcia... I ja naprawdę rozumiem, że takie miejsca powstają z myślą o dzieciakach głównie, ale ktoś jednak powinien o to lepiej zadbać. Widziałam sporo motyli ze zniszczonymi skrzydłami i tak jakoś jestem dziwnie przekonana, że to ludzka robota...
Po jakimś czasie spędzonym w środku, czułam, że jest mi już zdecydowanie za gorąco i czas opuścić część z motylami. Na szczęście nie jest to jedyna atrakcja tego miejsca... ;)
Bo Fjärilshuset jest połączony (i wszystko w ramach jednego biletu wstępu) z dużym oceanarium zwanym Haga Ocean. Jego główną atrakcję stanowiła wystawa poświęcona żarłaczowi białemu... niestety tylko wystawa ;). W akwarium mogliśmy zobaczyć jedynie mniejsze rekiny. Dla dzieci na pewno fajną atrakcją była też ruszająca się klatka z dużym ekranem, które miała wywołać odczucie, jakby nurkowało się z rekinami.
Chyba znacznie ciekawsze było akwarium z rafą koralową - piękne i kolorowe. Ale warto też zauważyć, że to jedynie część wystawy. Dla tych, którzy chcieliby zobaczyć więcej tropikalnych ryb, poleciłabym raczej Aquarię na wyspie Djurgården.

Podobne posty

0 komentarze

Kraje

anglia (3) austria (1) belgia (1) chorwacja (12) dania (1) ekwador (5) finlandia (6) grecja (1) holandia (1) kolumbia (22) litwa (2) luksemburg (1) malta (2) niemcy (2) norwegia (1) panama (13) polska (17) portugalia (1) rumunia (7) słowacja (1) szwecja (143) włochy (7) zea (4)

Instagram