polska

Warszawskie wakacje

20:55

A więc nasze wakacje dobiegły końca. Stanowczo za krótkie, jak zawsze, ale cóż poradzić? ;) Pierwszą część wakacji spędziliśmy w Warszawie. Trudno uwierzyć, że minął już rok od mojej ostatniej wizyty tam. Jako że mieliśmy tam spędzić kilka dni, mieliśmy sporo planów. I jako że spędziliśmy tam tylko kilka dni, nie udało nam się zrealizować prawie żadnego. Cóż, mamy więc kolejny powód, by jak najszybciej wrócić do Warszawy, a póki co chciałabym Wam pokazać trochę migawek z naszych warszawskich wakacji :).
Uwielbiam ceny piwa w Warszawie. Szwedzkie ceny alkoholu sprawiły, że przestałam bywać w barach, więc fakt, iż mogłam po prostu usiąść w ogródku (kolejna rzecz niemożliwa przez tegoroczne szwedzkie "lato"...), zjeść i napić się piwa najzwyczajniej w świecie mnie uszczęśliwiał. Przyjechaliśmy do Warszawy we wtorek po południu, więc po zostawieniu naszych rzeczy w hotelu, skierowaliśmy się do C.K. Oberży na Chmielnej, gdzie spędziliśmy wspaniały wieczór z moim przyjacielem. Generalnie biorąc pod uwagę, że Warszawa to miasto, w którym mieszkałam kilka lat, jest tam wiele osób, z którymi chciałam się spotkać, więc jeśli miałabym podsumować te dni jednym słowem, powiedziałabym "spotkania" ;).
Jak turystka! Środę rozpoczęliśmy od krótkiego spaceru po centrum, niewielkich zakupów w Złotych Tarasach, a potem zdecydowaliśmy się na obiad na Starówce. Ale nie żeby tam się po prostu przejść, o nie! Podczas mojej poprzedniej wizyty w Warszawie była tam tylko jedna nitka metra ;). Dlatego też uznałam za obowiązkowy punkt wycieczki przynajmniej krótką przejażdżkę nową linią. Na początku chciałam sobie w ogóle pojeździć i obejrzeć wszystkie stacje, ale brak czasu mi na to nie pozwolił.
Myślę, że nie zaoszczędziłam nic a nic czasu, jadąc metrem ze Świętokrzyskiej na Nowy Świat, bo stacje te dzieli zaledwie kilka minut spaceru, ale kogo to obchodzi? W końcu zobaczyłam nowe metro! :P Widziałam już wcześniej wiele jego zdjęć i podobał mi się nowoczesny wystrój stacji. Jakkolwiek Świętokrzyska nie wywarła na mnie wielkiego wrażenia, nie lubię tej żółci wszędzie wokół...
Ze Świętokrzyskiej podjechaliśmy na stację Nowy Świat - Uniwersytet, która spodobała mi się dużo bardziej ze względu na jej fioletowe ściany i oświetlenie. Na szczęście w środku roboczego dnia nie było tam zbyt wielu ludzi, więc mogłam spokojnie robić zdjęcia ;).
Słyszałam, że wielu osobom nie podoba się ten "modernistyczny" styl na stacjach, a zwłaszcza kolorowe wejścia do metra w kształcie litery M. Dla mnie jednak dodają one miastu koloru i naprawdę wolę tę drugą linię od pierwszej. Mam nadzieję, że podczas kolejnej wizyty uda mi się zobaczyć więcej stacji (może nawet w międzyczasie otworzą nowe, biorąc pod uwagę, ile czasu zajmuje mi ogarnięcie się z przyjazdem do Polski ;P).
Wyszliśmy z metra i skierowaliśmy się na Krakowskie Przedmieście. Mijając kościół p.w. Świętego Krzyża, mój Kolumbijczyk zauważył, że nigdy nie był w środku. Wtedy zdałam sobie sprawę, że  - chociaż studiowałam na Uniwersytecie Warszawskim naprzeciwko - też go nigdy nie odwiedziłam... A że nigdy nie jest za późno, a my uwielbiamy zwiedzać kościoły, po prostu weszliśmy do środka ;). 
Kościół został zbudowany w XVII i XVIII wieku, a jego centralną częścią jest Ołtarz Ojczyzny, symbolizujący jedność narodową, z początku XVIII wieku. Złote dekoracje pięknie współgrają z białym wnętrzem kościoła. Spore wrażenie wywarła też na mnie kaplica z pięknymi witrażami, ale nie robiłam tam więcej zdjęć, nie chcąc przeszkadzać modlącym się.
Wciąż kierując się na Starówkę, zajrzeliśmy do kolejnego kościoła na naszej drodze - Kościoła Wizytek. Został zbudowany w stylu rokoko pomiędzy XVII a XVIII wiekiem. Na pewno zwiedzałam go już wcześniej, ale zdążyłam już zapomnieć, jak piękny jest w środku - prosty, acz bogato zdobiony :).
No i wszędzie kwiaty - pięknie! Lubię zwracać uwagę na wszystkie takie szczegóły, a ten kościół był ich pełen.
I w końcu dotarliśmy na warszawską Starówkę! Muszę przyznać, że tęskniłam za tym miejscem. Zrobiliśmy sobie przerwę w jednej z restauracji na Placu Zamkowym, próbując się nacieszyć polskim jedzeniem i polskimi cenami. I polskim latem, oczywiście ;).
Jako że i tak byliśmy w tej okolicy, zajrzeliśmy do kolejnego kościoła - p.w. św. Marcina. Jeden z najstarszych kościołów, chociaż - jak i wszystko wokół - zniszczony podczas wojny i odnowiony po niej. Myślę, że był najprostszy ze wszystkich, które zwiedziliśmy, ale też miał swój urok.
Najciekawszą częścią były malunki na ścianach przedstawiające drogę krzyżową. Przeszliśmy się po pustym kościele (uwielbiam zwiedzać w środku dnia!) i wyszliśmy z kościoła, by kontynuować spacer po Starówce.
Uwielbiam warszawską Starówkę. Czuje się, że to żyjące miasto. Ponadto pełne pięknych szczegółów. Myślę, że nie ma tu co pisać, po prostu wrzucę kilka zdjęć :).
Z centrum miasta wróciliśmy na chwilę do hotelu, by odpocząć i zabrać kupione prezenty. Szybko zdaliśmy sobie sprawę, że wybraliśmy nienajlepszy hotel na takie krótkie wypady... Zatrzymaliśmy się w Best Western Portos gdzieś na Mokotowie, skąd dojazd do centrum zajmował jakieś 20-30 minut. Wyskoczenie po coś zostawionego w hotelu zajmowało średnio 1-1,5 godziny, co było po prostu niekomfortowe... Potem wieczorem pobiegliśmy znów do centrum na spotkanie z przyjacielem mojego Kolumbijczyka, z którym wybraliśmy się na wieżę widokową przy kościele św. Anny z przepięknym widokiem na Stare Miasto.
Właściwie to jego wizyta była głównym powodem, dla którego zdecydowaliśmy się na te krótkie wakacje w Warszawie właśnie w tym czasie. Mój Kolumbijczyk nie widział swojego przyjaciela, mieszkającego w Bogocie, już kilka lat a tu nagle wysłano go na szkolenie do Polski. Była to okazja nie do przegapienia, zwłaszcza, że ja już też bardzo tęskniłam za moimi przyjaciółmi tam, więc po prostu zapytaliśmy o datę jego wizyty i sami zabukowaliśmy bilety Sztokholm - Warszawa. A czy jest jakieś lepsze miejsce z widokiem na Warszawę niż to, które wybrałam? ;)
Ok, zwiedzanie jest fajne, ale czasem też trzeba usiąść, napić się i porozmawiać, prawda? ;) Skierowaliśmy się do jednej z naszych ulubionych restauracji na Starówce, Barbakanu. Szybko się ściemniało, a Warszawa nocą przypomniała mi o tym, czego mi tak bardzo brakuje. Bardzo się starałam zrobić zdjęcia bez ludzi, ale naprawdę, nie było to najłatwiejsze zadanie. Warszawa to miasto żyjące nawet nocą. Tak odmienne od Sztokholmu! Za każdym razem, gdy słyszę kogoś mówiącego jak bardzo lubi sztokholmskie "życie nocne", mam ochotę się roześmiać i zaprosić tę osobę to Warszawy, Krakowa, Wrocławia czy innego dużego polskiego miasta. Nawet teraz, gdy jest dużo turystów, Sztokholm nocą jest spokojny. Poza sezonem to niemalże miasto duchów... Myślę, że to będzie jeden z głównych czynników, przez które nie zabawię w tym mieście aż tak długo...
Czwartek był nieco bardziej aktywny... i znacznie bardziej towarzyski. Zaczęłam od wizyty w banku, w którym pracowałam przed przeprowadzką do Szwecji. Spotkanie ze współpracownikami, rozmowy, historie... Spędziłam tam prawie dwie godziny, które minęły mi bardzo szybko. Potem zakupy, obiad, szybki powrót do hotelu po słodycze dla moich koleżanek... i kolejne spotkanie! Tym razem był to wieczór z moimi dziewczynami ze studiów + przyjacielem Kolumbijczyka, będącego pod dużym wrażeniem polskich dziewczyn ;). 
No i nadszedł ostatni dzień pobytu w Warszawie, zarówno nasz, jak i przyjaciela mojego Kolumbijczyka. Miał on nadzieję na wcześniejsze skończenie szkolenia tego dnia, więc wybraliśmy się do Łazienek Królewskich, by poczekać tam na niego, a także na mojego przyjaciela. To jedno z moich ukochanych miejsc, które zawsze chętnie pokazuję obcokrajowcom.
Mój przyjaciel szybko do nas dołączył, więc we trójkę spacerowaliśmy po parku i jedliśmy lody (było niewyobrażalnie gorąco!). Mój Kolumbijczyk wydawał się do tego bardzo zafascynowany wiewiórkami ;).
Po kilku godzinach doszliśmy do wniosku, że nadzieje na wcześniejsze zakończenie szkolenia przez naszego kolumbijskiego kolegę są nieco płonne. A że zrobiliśmy się już głodni, powoli opuściliśmy park i skierowaliśmy się znów na Starówkę. Polecona przez mojego przyjaciela restauracja Bazyliszek była idealnym wyborem - dobra i zaskakująco tania. Usiedliśmy tam na kilka godzin, jedząc i pijąc. W międzyczasie dołączył do nas kolega, na którego czekaliśmy, a potem także nasza koleżanka z Erasmusa... To był długi dzień ;).
Zakończyliśmy naszą warszawską przygodę w jednym z moich ulubionych miejsc. Jako że bardzo kocham fontanny, naprawdę chciałam się wybrać na show w Multimedialnym Parku Fontann, który odbywa się niestety tylko w piątki i soboty, więc nie mogliśmy pójść tam wcześniej. Najlepsze zakończenie wycieczki :). A ja już tęsknię za Warszawą!

Podobne posty

2 komentarze

  1. no muszę ci powiedzieć że jak na pare dni to i tak sporo zobaczyliście :)
    fajne zdjęcia i fajne miejsca, uwielbiam Starówkę i wieczorne pokazy tańczącej wody, jak je nazwały moje dzieciaki :)
    jeszcze chwilka i też je odwiedzę :) pozdrawiam
    http://justapozagranicami.blogspot.co.uk/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) A co ciekawe, na zwiedzanie się akurat nie nastawialismy, samo jakoś tak wyszło :D

      Usuń

Kraje

anglia (3) austria (1) belgia (1) chorwacja (12) dania (1) ekwador (5) finlandia (7) grecja (1) holandia (1) kolumbia (22) litwa (2) luksemburg (1) malta (2) niemcy (2) norwegia (1) panama (13) polska (21) portugalia (1) rumunia (7) słowacja (1) szwecja (154) włochy (7) zea (4)

Instagram