trochę prywaty

O motywacji

22:57

[ wszystkie obrazki: someecards ]
Zaczęłam myśleć o tym temacie, pisząc posta o pracy w Szwecji. Dlaczego lubię moją pracę, co sprawia, że czuję się zmotywowana, a co nie? Potem powoli zaczęłam biegać, a że nie było to coś, co akurat bardzo chciałam robić, więc potrzebowałam jakichś powodów, by robić to regularnie. Analizowałam to, co słyszałam od ludzi wokół mnie i powoli zdawałam sobie sprawę, że w sumie to nic nie jest białe albo czarne. Że to, co dla kogoś jest bardzo motywujące, u mnie wywołuje tylko reakcję "ach, zamknij się wreszcie!".
Tak właśnie czasem wyglądała moja poprzednia praca. Przyjście do biura, przygotowanie tych samych codziennych raportów... I to wszystko. Wiedziałam, że dostałam tę pracę, bo potrzebowali kogoś do pomocy w gorących chwilach, ale w pozostałym czasie po prostu się nudziłam. Zaś dla mnie nie ma nic gorszego od nudy w pracy. Niska płaca była kolejną demotywującą rzeczą, ale szczerze mówiąc, nie było to dla mnie kwestią priorytetową. Teraz jestem stażystką i nie zarabiam jakichś wyjątkowych pieniędzy - ot, wystarczy na podstawowe potrzeby, ale np. myślenie o założeniu rodziny czy wynajęciu większego mieszkania byłoby czystą głupotą. Ale nie narzekam (zbyt często :P), bo naprawdę lubię swoją pracę. Pracuję dużo, dużo się uczę, mam świetną atmosferę i wspaniałych ludzi wokół. Nie wyobrażam sobie, żeby moją główną motywacją do pracy była wypłata. Ale ani stres ani deadline'y nie motywują mnie jak trzeba. Kiedy mój manager mówi mi, że zrobiłam coś świetnie, kiedy zleca mi coraz to trudniejsze projekty, za które nie wiem jak się zabrać, ale traktuję je jak wyzwania, bo wiem, że on wierzy we mnie... I będę pracować po godzinach, przychodzić do pracy wcześniej, by udowodnić, że zasługuję na to zaufanie. To moja najlepsza motywacja.
Przypominając sobie czasy studiów... Przez większość czasu studiowałam dwa kierunki i sama nie wierzę, gdzie znalazłam motywację na te wszystkie zajęcia i naukę do nawet ponad 20 egzaminów w jednej sesji. Tutaj moim największym wsparciem byli ludzie. Godziny spędzone online na nauce i rozmowach, wymianie pomysłów, analizie tematów. Kiedy chciałam się poddać i iść spać, zdarzało mi się usłyszeć "wyśpimy się po egzaminie, teraz kolejny temat!". To kolejna rzecz, którą uważam za bardzo motywującą - druga osoba w takiej samej sytuacji jak ja, próbująca osiągnąć ten sam cel (np. właśnie zdać egzamin). Znacznie łatwiej przebrnąć przez to razem i świadomość, że ta druga osoba się nie poddaje, gdy ty o tym myślisz, sprawia, że wierzysz, że i tobie się to uda.
A potem... oceny, oczywiście. Podczas pierwszego roku studiów miałam dobre oceny z przedmiotów prawniczych i słabe z ekonomicznych. Do końca studiów utrzymywałam tę tendencję, bo już od pierwszych ocen uwierzyłam, że to moja tematyka. Dobre oceny sprawiły, że zainteresowałam się tematami prawniczymi, więc od razu zaczęłam się więcej uczyć, czytać, starałam się utrzymać tę pozytywną tendencję - moją motywacją było ciągłe bycie jak najlepszą. Kompletnie inaczej było z przedmiotami ekonomicznymi, bo już po pierwszym roku straciłam motywację do nauki. Z myślą "I tak sobie z tym nie poradzę" ciągnęłam na słabych ocenach, a ukończenie magisterki z finansów było jakimś koszmarem. Nigdy nie uwierzyłabym, że naprawdę będę pracować w zawodzie, że polubię tę pracę i będę dobra w finansach. Po prostu potrzebowałam lepszej motywacji :).
Tak chyba widzi mnie mój facet :P.  Oczywiście, fajnie by było schudnąć i wyglądać świetnie bez wysiłku, ale chyba już nie jestem aż tak naiwna, by w to wierzyć... ;) Wyglądanie dobrze lub nie nigdy nie było dla mnie najlepszą motywacją (co nie znaczy, że mi na tym nie zależy), choć jestem dość przewrażliwiona na punkcie swojego wyglądu. Zawsze dobrze jest zrzucić parę kilo i usłyszeć pozytywne komentarze - w końcu kto tego nie lubi? ;) Gorzej, gdy czasem te kilogramy wracają. Oczywiście, natychmiast to zauważam i oczywiście unikam tego tematu. Wiem, że powinnam coś ze sobą zrobić i w sumie całkiem dobrze wiem, co to powinno być.  Powinnam przestać jeść czekoladę, powinnam zacząć gotować zdrowe jedzenie, powinnam zacząć ćwiczyć, powinnam robić milion innych rzeczy. Nawet jeśli jem czekoladę zazwyczaj tylko podczas "tych dni". Nienawidzę gotowania i często po pracy jestem zbyt zmęczona, by coś zrobić. Tak, to tylko wymówki.  Ale gdzie znaleźć motywację, by z nimi walczyć? Muszę przyznać, że zwykły post na grupie facebookowej Klubu Polki na Obczyźnie z podpiętą do niego dyskusją, to było najbardziej motywujące, co usłyszałam / przeczytałam od wieków. Grupa dziewczyn, która nie krytykuje, nie ocenia, po prostu wspiera się nawzajem. Myślę, że właśnie o tym ludzie często zapominają. Kiedy tylko pomyślę o tym, jak "motywujące" są komentarze osób w moim otoczeniu... Komentowanie, ocenianie - tak, wiem, że nie odżywiam się zupełnie zdrowo. Ale znacznie zmieniłam moje nawyki żywieniowe w ciągu kilku ostatnich miesięcy i wciąż to powoli poprawiam, powoli zaczynam gotować, jadać śniadania (tak, miałam okropny styl żywienia na studiach), itp. I może czasem jestem jak dziecko potrzebujące dobrego słowa, ale wolę się dzielić moimi kulinarnymi "wyczynami" z osobami, które powiedzą "to prosty przepis, dasz radę", a potem "dobrze to wygląda, fajnie, że spróbowałaś". Bo jak motywujące jest usłyszenie: "Wow, ugotowałaś coś? Chyba pierwszy raz w życiu, ale cóż, i tak ogólnie odżywiasz się beznadziejnie"? To tak, jakby szef w pracy ci powiedział: "Zrobiłaś świetny raport, ale i tak jesteś do dupy pracownikiem". Czy w kolejny raport też włożyłabyś tyle wysiłku, jeśli "i tak jesteś do dupy pracownikiem"? Nie wydaje mi się.  I czuję się kompletnie zdemotywowana do gotowania przez ludzi, którzy myślą... że mnie motywują. Chyba.
Zmusiłam się do biegania. Ale wiem, że muszę to polubić od nowa, więc biegam tylko, kiedy chcę i mam czas. Zdałam sobie sprawę, że jestem bardziej efektywna i rozbudzona w pracy po bieganiu i to dodatkowo mnie motywuje. Biegam sama, bo nie chcę, by ktoś na mnie czekał lub zmuszał mnie do dopasowania się do jego tempa. Myślę, że to jedna z niewielu rzeczy, które lubię robić sama.  Do wielu innych ćwiczeń wolę mieć towarzystwo. Nie można powiedzieć "E tam, nie chce mi się iść na basen!", kiedy koleżanka z torbą sportową czeka przed klatką. Nie można się lenić w domu, gdy cała twoja paczka przygotowuje się na wypad rowerowy. Spędzanie czasu z innymi i wspólna zabawa są świetną motywacją. Bądźmy szczerzy - "chodźmy na rower!" brzmi milion razy lepiej niż "powinnaś jeździć na rowerze!". Po pierwsze, bo czuję, że ktoś chce spędzać ze mną czas. A po drugie, to "powinnaś" wywołuje u mnie reakcję "odpieprz się od mojego życia". Przykro mi, ale taka jest prawda.
Czasem wydaje mi się, że ciężko mnie zmotywować. Że za szybko mówię "nie" i ludzie się poddają. Może też za szybko. Ale kiedy po moim "nie" słyszę "to już zawsze będziesz taka", nie dodaje mi to motywacji. Czasem mam wrażenie, że niektórzy dookoła mnie próbują mnie zmotywować "negatywnie" - wskazując na wszystko, co złe, "a jeśli", nie zauważając, że na mnie to działa zupełnie odwrotnie. Nie zmotywuję się do zrobienia czegoś, jeśli będzie się na mnie naciskać, prędzej się odwrócę i zrezygnuję - myśląc, że nikt we mnie nie wierzy, więc dlaczego ja mam w siebie wierzyć? Pamiętam jak ponad dwa lata temu zaczynałam się uczyć salsy. Tak, ja. Choć nigdy nie lubiłam tańczyć, a wszystko było w piątkowe wieczory, często do 2-3 nad ranem, kiedy wolałabym być w łóżku a nie w klubie. A chodziłam prawie co tydzień. Na początku moją jedyną motywacją było: "Obiecałam pójść i po raz kolejny nie mogę odwołać, cholera".  Ale kiedy zauważyłam, że idzie mi lepiej i lepiej, że kiedy mówiłam "potrzebuję przerwy", robiliśmy przerwę a nie próbowaliśmy przekraczać moje granice, że wszystko, co zrobiłam dobrze, było komentowane w stylu "świetnie ci idzie!"... Stało się to jedną z moich ulubionych aktywności, której potem mi bardzo brakowało. Oczywiście, nie chciałam tylko marnować jego czasu, skoro mógł tańczyć dłużej i lepiej niż ja, więc kiedy ja odpoczywałam, on się bawił z innymi partnerkami. W ten sposób obydwoje byliśmy zadowoleni, kompromis osiągnięty.
Wygląda na to, że potrzebuję pozytywnej motywacji. Marchewka a nie kij. Plus odrobina cierpliwości i wiary we mnie.  A co działa na Was?

Podobne posty

5 komentarze

  1. Pare lat temu niestety ze szczuplej osoby stalam sie grubaskiem.Jednak nie wynikalo to u mnie ze zlego odzywiania lecz choroby hormonalnej....Bardzo to przezywalam i ciagle marudzilam do mojego mezusia:ze gruba,brzydka,ze jakos oczka male mi sie zrobily przy tych pulchnych policach itd.Po pewnym czasie,gdy hormonalnie wszystko sie uspokoilo,nadal kilogramy nie spadaly same,postanowilam wziac sie ostro za siebie.Poczatki byly okropne,a najgorsze bylo to,ze na efekty musialam dlugo czekac:( Ale udalo sie i dzis juz bez cwiczen nie wyobrazam sobie mojego zycia.
    Dla mnie "motywatorem"byly spodnie,ktore nosilam jako szczupla osoba a pozniej nie moglam ich nawet na biodra zalozyc ��
    Dzis znowu w nich chodze i dopiero teraz piszac do Ciebie zdalam sobie sprawe czego dokonalam.
    Zycze Ci powodzenia.Kasia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za komentarz! :) Ja zakładam, że narzekałabym na siebie zawsze, ot taka natura, ale zawsze przyjemniej, gdy ktoś obok Cię motywuje zamiast krytykować ;)

      Usuń
  2. Gabi ja z doswiadczenia wiem,ze wszystkich ludzi,ktorzy nas otaczaja nie da sie zadowolic.
    Pozwol,ze podam Ci przyklad na mnie samej prosto z mego zycia wziety....
    Gdy bylam pulchna pewna kobitka prosto w twarz powiedziala mi "ale ty wygladasz,jestes za gruba i masz za krotkie wlosy"...Gdy po pewnym czasie spotkalam znowu ta kobite (a mialo to miejsce juz po mojej "przemianie")powiedziala do mnie-"ales ty wychudzona no i w tej fryzurze wygladasz zbyt grzecznie"...Jak dla mnie wniosek nasuwa sie sam....jak najdalej od takich "znawcow" :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepraszam to ciebie trzeba extra jakos specjalnie motywowac?Duza dziewczynka jestes powinnas z tym sama sobie poradzic.A krytyka innych czasami moze byc pomocna.A nie odrazu taka obraza i "wyklad nauczycielski czy moze instrukcja obslugi"ciebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drogi anonimie, a kto się niby obraża albo sam sobie nie radzi? Nic takiego powyższy wpis nie zawiera, więc drugiego dna proszę się nie doszukiwać ;)
      A motywację i wsparcie ze strony otoczenia uważam za normalne i nie ma w tym nic 'specjalnego, ot zdrowe relacje międzyludzkie. Krytykę też, ale konstruktywną, z czym bywa gorzej ;) Ten wpis nie jest odpowiedzią ani 'instrukcją', bo nie tak komunikuje się z otoczeniem, ale po prostu zbiorem uwag ;)

      Usuń

Kraje

anglia (3) austria (1) belgia (1) chorwacja (12) dania (1) ekwador (5) finlandia (7) grecja (1) holandia (1) kolumbia (22) litwa (2) luksemburg (1) malta (2) niemcy (2) norwegia (1) panama (13) polska (21) portugalia (1) rumunia (7) słowacja (1) szwecja (154) włochy (7) zea (4)

Instagram