kolumbia

Kolumbijskie święta

21:48

Jakkolwiek całkowicie bez śniegu i z temperaturami znacznie przewyższającymi te, do których się przyzwyczaiłam w grudniu, nie da się nie poczuć świątecznej atmosfery w Kolumbii. Dotarliśmy tam w połowie grudnia i świąteczne dekoracje były już wszędzie - i nie mam tu na myśli tylko ozdób w centrum miast, ale również tych na domach wszędzie wokół. Czasem się aż zastanawiałam, ile im przyjdzie zapłacić za prąd... ;)
Wszystkie domowe dekoracje dawały tyle światła, że lampy uliczne wydawały się wręcz niepotrzebne ;). I były wszędzie wokół. Słyszałam komentarze, że jeśli nie ozdobisz widocznie domu, ludzie mogą pomyśleć, że jesteś Żydem, ewangelistą albo nawet ateistą, a przecież tego nie chcesz w katolickim kraju, prawda?
Jedną rzeczą są dekoracje zewnętrzne, inną te wewnątrz domów. Wszystkie domy i mieszkania, które odwiedziłam w Kolumbii, były ozdobione tak jak nigdy tego nie widziałam w Polsce czy Szwecji. Co więcej, nasza zwyczajna choinka, jemioła czy światełka w oknach wydały mi się tak proste w porównaniu z tym jak Kolumbijczycy dekorują swoje domy.
Małe ozdóbki są wszędzie. Wstążki i skarpetki lub buciki na drzwiach. Plus niewielka szopka z lalką niño Jesus prawie w każdym domu. Kiedy zapalano lampki wieczorem, to wszystko wyglądało naprawdę magicznie.
[ Źródło: The Darkroom ]
Okres świąteczny w Kolumbii zaczyna się 7 grudnia z Día de las Velitas - Dniem Świeczek. Ludzie wystawiają świeczki (niektóre rodziny stawiają jedną świeczkę na każdego członka rodziny) w oknach, na balkonach i w wielu różnych miejscach - według wielu źródeł jest to na cześć Dziewicy Maryi. To czas spędzony z rodziną i najbliższymi przyjaciółmi, ale niestety w tym roku nie mogłam w nim uczestniczyć, jako że 7 grudnia byłam jeszcze w Szwecji.
Następnie przez 9 dni przed świętami, każdego wieczoru rodziny gromadzą się w domu na 'novenę'. To czas spędzony na modlitwie, śpiewaniu i - oczywiście - jedzeniu ;). Ogólnie każdego wieczoru inna część rodziny odpowiada za przygotowanie jedzenia i ciepłych napojów. 23 grudnia kilka osób z rodziny przyszło z natillą y buñuelos - tradycyjnymi świątecznymi słodyczami, które można zobaczyć na zdjęciu powyżej. Potem w kilka osób poszli do pobliskiej kaplicy na ostatnią novenę. Myślałam, by się wybrać z nimi i robić zdjęcia, ale stwierdziłam, że przeszkadzałabym ludziom w modlitwie i sama nie czułabym się komfortowo podczas godzinnej uroczystości, z której nic bym nie zrozumiała.
Pierwszą część Wigilii spędziliśmy z wujostwem mojego Kolumbijczyka, którzy gościli nas w Ipiales. To była mała uroczystość, jako że przygotowali większy obiad rodzinny następnego dnia. Właściwie to byłam zdumiona, jak niewielkie to było świętowanie, znając wielkość kolumbijskich rodzin.
Obiad był prosty i - jak to ujął mój Kolumbijczyk - nic tradycyjnego świątecznego. Ot, zupa z kawałkami chleba (taki dziwny chleb robiony z jajek, mąki i różnych przypraw), świeżego soku z owoców i ryby, ryżu i smażonych platanów. Całkowicie zakochałam się w smażonych platanach (szczególnie z domowym sosem guacamole) - ich przygotowanie jest bardzo proste: najpierw odrobinę smaży się kawałki platanów, potem się je zgniata do pewnego stopnia a następnie dalej smaży. Pyszne! ;)
Po poobiednim odpoczynku poszliśmy do najbliższej rodziny mojego Kolumbijczyka. Tam też nie mogliśmy oczekiwać jakiegoś nadzwyczajnego świętowania. Co więcej, jako że wszyscy pracowali do wieczora, mój facet stwierdził, że kolacja wigilijna będzie taka jaką przygotujemy. Albo raczej: jaką on przygotuje, bo ja talentu kulinarnego nie mam wcale. Ale że nie chciałam tylko siedzieć w pokoju, gdy on gotuje, więc opierając się o instrukcje na pudełku przygotowałam swoją pierwszą natillę! :) To taki jakby gęsty, zastygnięty budyń z cynamonem, rodzinkami i orzechami. I chociaż było to bardzo proste, byłam bardzo z siebie dumna :P.
Kolacja była prosta, zwłaszcza jeśli pomyśli się o naszych 12 daniach, których przygotowanie nieraz rozpoczyna się na 2-3 dni wcześniej. Tutaj to była tylko niewielka rodzinna kolacja - kurczak z serem i ziemniakami w sosie grzybowym. Miała być do tego też sałatka, ale mój Kolumbijczyk zrobił ją przez przypadek zbyt pikantną. Wystarczająco pikantną, by każdy wchodzący do kuchni zanosił się kaszlem jak szalony ;). Zjedliśmy kolację słuchając tradycyjnych kolumbijskich piosenek świątecznych - obowiązkowo w rytmie salsy. Nie rozumiałam słów, ale powiedziano mi, że są głupawe i zupełnie niereligijne - ot, dobra muzyka do tańca. A kiedy chodzi o bardziej świąteczną muzykę - wszędzie można było usłyszeć ekwadorską kolędę, popularną również na południu Kolumbii: "Claveles y rosas" ("Goździki i róże"). Jak wszystkie kolędy, tak i tak śpiewana jest przez dziecko... co po jakimś czasie staje się ciężkie do słuchania ;)
W pewnym momencie wyłączyliśmy muzykę, by nasłuchiwać dźwięków z ulicy. I w końcu usłyszeliśmy głośną muzykę do salsy, więc szybko wybiegliśmy na balkon, obejrzeć procesję bożonarodzeniową.
Jak mi powiedziano, nie każdy może uczestniczyć w tej krótkiej procesji. Tylko "ekskluzywni" członkowie jednej z przykościelnych grup. Za księżmi z krzyżem i kadzidłem szli ludzie ze świeczkami, potem platforma religijna a na końcu mała orkiestra, grająca skoczną muzykę - nic tylko tańczyć!
25 grudnia uczestniczyliśmy w większym i bardziej tradycyjnym obiedzie świątecznym. Z obowiązkowym indykiem ;). A do tego zupa z frytkami. I danie świąteczne - natilla z buñuelos. I naprawdę nikt mi nie wierzył, że nie byłam w stanie tego wszystkiego zjeść :P. A 26 grudnia babcia mojego Kolumbijczyka zaprosiła całą rodzinę na obiad specjalny. Z miejscowym przysmakiem - cuy. Świnka morska. Ale to doświadczenie zasługuje na oddzielny post ;).
Co naprawdę spodobało mi się u Kolumbijczyków, to ich stosunek do prezentów świątecznych. Zamiast dawać sobie głupie i niepotrzebne zabawki, wręczają specjalne koszyki zwane 'ancheta'. W takim koszyku można znaleźć wszystkie potrzebne produkty - jedzenie, owoce, napoje, słodycze. Można kupić gotową anchetę albo przygotować samodzielnie, w oparciu o to, co osoba obdarowywana lubi jeść.
I choć nie spodziewałam się niczego, wujostwo mojego faceta podarowało mi małą paczuszkę świąteczną. A w niej tradycyjna kolumbijska torebka, bransoletka z tradycyjnym kapelusikiem i kartka z życzeniami. "Miłość do nieobecnych członków rodziny i przyjaciół wzywa nas do świętowania tej uroczystości z przeogromną radością, nie zwracając uwagi na dystans, który nas dzieli. Otrzymaj z radością to świąteczne pozdrowienie z kolumbijskim aromatem. Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku!"

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Post powstał w ramach projektu Kalendarz Adwentowy Klubu Polek. Codziennie między 1 a 24 grudnia na blogach Klubowiczek pojawiają się posty związane z nachodzącymi Świętami. Różnorodność tematów oraz ciekawostki z najróżniejszych krajów na pewno Was zainteresują. Zapraszam do śledzenia, czytania, komentowania! :)
Wpisy na fanpage'u Klubu: tutaj.

Podobne posty

0 komentarze

Kraje

anglia (3) austria (1) belgia (1) chorwacja (12) dania (1) ekwador (5) finlandia (7) grecja (1) holandia (1) kolumbia (22) litwa (2) luksemburg (1) malta (2) niemcy (2) norwegia (1) panama (13) polska (21) portugalia (1) rumunia (7) słowacja (1) szwecja (154) włochy (7) zea (4)

Instagram